czwartek, 11 stycznia 2018

Rozdział 2 - Emocjonalna Karuzela

" These are the days,
We've been waiting for.
On days like these,
Who could ask for more.
Leave them coming,
'Cause we're not done yet.
These are the days,
We won't regret."
Avicii - The Days




    Z torbą w jednej ręce i różdżką w drugiej pędziła przez korytarze zamku ile sił w nogach. Zaczął się dopiero drugi tydzień nauki, ale nauczyciele rozkręcili się już na dobre. Obudziła się w miarę wcześnie, a i tak ledwo, co się wyrobiła i teraz śpieszyła się na eliksiry. Wiedziała, że profesor Slughorn nic by jej nie zrobił, ale nie zamierzała psuć sobie dobrej opinii. 
   Wbiegła na schody pośpiesznie wyprzedzając Malfoy'a, Zabini'ego i Notta i w ogóle nie zwracając na nich uwagi.  W połowie schodów zaczęła skakać co dwa stopnie, żeby maksymalnie skrócić sobie drogę w dół. Cały plan może i by wypalił gdyby nie przeskoczenie o jednego schodka za dużo i kompletne stracenie równowagi. Hermiona zwaliła się ze schodów i z jękiem wylądowała na samym dole faktycznie wybierając najszybszy sposób.
   Przez chwilę ją zaćmiło, ale szybko odzyskała prawidłowe pole widzenia. Usłyszała głośny śmiech, a potem zbieganie ze schodów. Obok niej pojawili się trzej Ślizgoni.
- Nic ci się nie stało? - nie potrafiła zidentyfikować, do którego z nich należał ten głos.
- Nic. - odpowiedziała i wykorzystała całą swoją energię by się podnieść. Musiała przytrzymać się ściany żeby nie upaść.
- Właśnie widać.  
   Tym razem już wiedziała że rozmawia z Nottem, popatrzyła na resztę, a gdy jej wzrok spoczął na Malfoyu skojarzyła czyj śmiech słyszała po upadku. Ogarnęło ją uczucie wściekłości. Schyliła się po torbę, co poskutkowało zawrotami głowy i nie zaszczycając Malfoya ani jednym spojrzeniem ruszyła w stronę klasy walcząc z wirującym obrazem.
- Ej, gdzie ty się wybierasz? - znowu usłyszała Notta. Czy ten chłopak nie da sobie spokoju?
- Na lekcje. - wysyczała przez zaciśnięte zęby, bo już powoli miała dość całej tej sytuacji. - Wszystko ze mną w.... - nie dokończyła jednak, bo nogi odmówiły jej posłuszeństwa i gdyby nie zręczność Notta nieźle obiłaby sobie tyłek. Z Hermioną na rękach ruszył w przeciwną stronę, ignorując jej mordercze syczenie.- Co ty wyprawiasz?
- Zabieram Cię do Skrzydła Szpitalnego.
- Muszę iść na lekcje. - warknęła oburzona.
- W tym stanie wykitujesz w połowie drogi, a nie mam najmniejszej ochoty tłumaczyć się dlaczego byłem ostatnią osobą, którą spotkałaś. - ignorując jego komentarz popatrzyła na pozostałą dwójkę Ślizgonów, którzy stali na korytarzu jak upośledzone krowy niezdolne do jakiegokolwiek ruchu.
- Zabini! - krzyknęła, a chłopak spojrzał na nią pytającym wzrokiem. - Idź na eliksiry i wytłumacz dlaczego mnie nie ma. - pokiwał głową i poszedł w stronę klasy, w której odbywały się zajęcia Gryfonów przeczuwając, że tej dziewczyny nie należy teraz drażnić. Malfoy już otworzył usta, żeby rzucić kąśliwy komentarz na temat wielebnych podwładnych, ale Hermiona mu przeszkodziła.- Zamknij się Malfoy! - popatrzył na nią oburzony. - Ty pójdziesz na lekcje i wytłumaczysz dlaczego nie ma Zabiniego i Notta.
   Wściekły Draco odwrócił się i odszedł mamrocząc coś o nadpobudliwych, zarozumiałych gryfonkach, z którymi nie warto nawet wchodzić w dyskusje.
- Możemy iść. -zadecydowała. - Chociaż wciąż uważam, że jest to zbędne i mógłbyś postawić mnie na nogach.
- Nie mógłbym.
- Będziesz szedł zaraz obok mnie i nawet obiecuje, że cię nie zdzielę kiedy wrócą mi siły.
   Parsknął pod nosem, a propozycja chyba wydała mu się kusząca, bo postawił Hermionę na podłodze. Dziewczyna zachwiała się lekko na co ciemne brwi Theodora podjechały do góry, ale po chwili odzyskała równowagę. Wciąż kręciło jej się w głowie i miała mroczki przed oczami lecz było lepiej niż wcześniej.    
   Ruszyli w stronę skrzydła szpitalnego w niezbyt szybkim tempie.
- Więc pomogłeś mi tak po prostu czy może liczysz na odrabianie prac domowych przez najbliższy miesiąc? - zażartowała.
- Cóż... Co byłby ze mnie za mężczyzna, gdybym zostawił kobietę w opałach. - rzucił iście rycerskim tonem. - Chociaż nie ukrywam, że odrabianie prac domowych, to całkiem dobra propozycja.
- Niestety nie mam jej w ofercie. - łapczywie wciągnęła powietrze i szybko zadała mu pytanie, żeby to zatuszować. - Chciałeś tu wrócić? Do Hogwartu?
   Nawet jeśli pytanie go zaskoczyło, to nie dał tego po sobie poznać.
- I tak i nie. - zrobił pauzę zastanawiając się co powiedzieć. - Z jednej strony, to miejsce to mój drugi dom, a z drugiej, ludzie, których mijałem wcześniej na korytarzach tej szkoły, roześmianych, którzy kiwali mi głową na powitanie teraz patrzą na mnie jak na najgorszą szumowinę.
- Nie dziw się im, nie mają pojęcia, czy naprawdę się zmieniłeś, a wszyscy przeżyli podczas wojny swoje tragedie.
- A ty? Ty wierzysz, że naprawdę się zmieniłem?
- Tak. - jej odpowiedź była natychmiastowa. - Po tym co się dzisiaj stało, jestem tego pewna. No ale twoich kolegów to się już nie da uratować.
   Oboje wybuchnęli śmiechem. Resztę drogi do skrzydła szpitalnego spędzili na rozmowie, która z boku wyglądała na spotkanie bardzo bliskich przyjaciół. Hermiona w życiu nie pomyślałaby, że jeden z członków paczki pod tytułem "Sam szatan boi się momentu, w którym zawitamy w piekle." może być tak ciekawym i wartościowym człowiekiem. Po tej rozmowie w ogóle nie rozumiała jak Nott mógł się kiedykolwiek zaprzyjaźnić z Głupim i Głupszym Slitherinu, a kilka minut minęło jak kilka sekund.
   Kiedy drzwi do pomieszczenia z rzędami łóżek zamknęły się za Hermioną zorientowała się, że w nozdrzach wciąż ma przyjemny cydrowy zapach i nie wiedzieć czemu uśmiechnęła się pod nosem ignorując złe samopoczucie. 

~~~

   Ginny siedziała na eliksirach próbując skupić swoją uwagę na dobraniu odpowiednich składników do eliksiru nasennego. Minęło dopiero 15 minut lekcji, a ona miała wrażenie jakby to była wieczność i zamiast faktycznie skupić się na lekcji co chwilę zerkała tylko na zegar wiszący nad drzwiami. Była pewna, że gdyby była tu Hermiona na pewno, by jej się ta godzina tak nie dłużyła. Zawsze opowiadała o ciekawostkach związanych z ważonym właśnie eliksirem lub skutkach niewłaściwego go użytkowania, przez co nawet krojenie szczuroszczeta było mniej dobijające.
   Opuszczanie lekcji nie było w stylu jej przyjaciółki, ale gdy Ginny wychodziła z dormitorium nie miała serca budzić słodko śpiącej Hermiony. Według niej opuszczenie jednej lekcji nic Hermionie nie zaszkodzi, a dodatkowy sen tylko pomoże. 
   Kolejny raz spojrzała na zegar. W momencie kiedy wskazówka przesunęła się o kolejną minutę ktoś zapukał energicznie do drzwi i gdy spuściła na nie wzrok zobaczyła mordę Zabini'ego. Wszyscy łącznie z profesorem Slughorn'em przerwali krzątanie się przy swoich kociołkach i skierowali wzrok na nowo przybyłego. On tylko bez słowa podszedł do nauczyciela i zaczął mu coś tłumaczyć, a cała reszta jak szybko porzuciła swą prace, tak szybko do niej wróciła. 
   Niestety Ginny nie słyszała ani słowa z rozmowy, ponieważ siedziała w ostatniej ławce, a bardzo by chciała, bo w końcu wydarzyło się coś ciekawego. Za to Harry i Ron wybrali tego dnia stanowisko zaraz przy nauczycielu i musieli słyszeć wszystko. Wróciła więc do eliksiru z postanowieniem, że po lekcji wyciągnie od chłopaków o co chodziło.
   I tak dwa wybuchy i kilka siarczystych przekleństw później w końcu przeklęte eliksiry dobiegły końca a Ginny jako jedna z pierwszych opuściła klasę usilnie starając się porzucić miejsce zbrodni i mając nadzieję, że nikt nie zobaczy wielkiej, czarnej plamy na suficie. W czasie lekcji panował taki harmider, że nikt nie zwracał uwagi na pomniejsze wybuchy przy stanowiskach, a przy odrobinie szczęścia i plama pozostanie niezauważalna. 
   Stanęła przed drzwiami do sali i cierpliwie patrzyła na wychodzących z niej uczniów. Jakim cudem ci dwaj zawsze wychodzili ostatni? Kiedy w końcu wyleźli z klasy, a raczej wybiegli, nawet na nią nie spojrzeli tylko popędzili w inną stronę. Chcąc nie chcąc, popędziła za nimi, a gdy ich dogoniła zapytała:
- Gdzie wy się tak spieszycie? 
- Hermiona jest w Skrzydle Szpitalnym. - wysapał Ron.
- Spadła ze schodów. - dopowiedział Harry.
- Ale skąd to wiecie?
Wysłała Zabini'ego, żeby ją usprawiedliwił bo wszystko widział.
- Ale to się w ogóle nie trzyma kupy, znacie Hermionę. - wykrzyknęła. - Nie poszłaby z własnej woli do Skrzydła Szpitalnego podczas lekcji nawet gdyby coś urwało jej rękę.
   Chłopcy jednocześnie i mimowolnie parsknęli śmiechem, chociaż w tej chwili żadnemu nie było do śmiechu. Cała trójka wpadła przez drzwi Skrzydła Szpitalnego omal nie wywalając ich z zawiasów i przyprawiając panią Pomfrey o zawroty głowy. 
- Odwiedziny tylko pojedynczo ! 
   Usłyszeli od razu, ale gdy Hermiona siedząca na ostatnim łóżku rzuciła pielęgniarce błagające spojrzenie, ta machnęła ręką i zamknęła się w swoim małym gabinecie mrucząc coś o całkowitym braku szacunku wśród młodzieży. 
- Coś ty zrobiła? Hmm?
- Tak jakby spadłam ze schodów.
   Powiedziała z nieskrywaną irytacją, ponieważ wciąż uważała, że nic jej się jej nie stało, a podejrzenie wstrząśnienia mózgu to tylko wielki spisek uknuty przez panią Pomfrey by zemścić się na niewdzięcznej młodzieży.
- Tak jakby? - Harry uniósł jedną brew.
- Bo nic mi nie jest i nie zamierzam tu siedzieć !  
   Wybuchnęła i wstała z łóżka ignorując protesty pani Pomfrey i zanim którekolwiek z jej przyjaciół zareagowało na jej sprzeciw opuściła Skrzydło Szpitalne zostawiając wszystkich w ciężkim szoku.

~~~

   Teodor cały dzień był jakiś nieobecny. Nie mógł skupić się na niczym konkretnym i sam nie wiedział dlaczego. Jednym uchem wpuszczał informacje, które usilnie starali się przekazać mu nauczyciele, a drugim wypuszczał.     Kiedy lekcje dobiegły końca nawet tego nie odczuł. Raz myślał o tej dziwnej wymianie zdań z powszechnie uważaną za przemądrzałą gryfonką, a raz o samej gryfonce. O tym jak idealnie dopasowała się do jego ramion i o tym jak przez krótką chwilę kiedy niósł ją na rękach jej włosy muskały mu policzek. To było takie dziwne. Takie inne. Nigdy nie czuł się tak jak w tamtej chwili. Nie wiedział nawet jak to opisać. 

   Z rozmyślań wyrwał go dźwięk otwieranych drzwi. Do dormitorium wparował uśmiechnięty Blaise z okrzykiem:
- Syny marnotrawne wróciły! - i postawił na stoliku dwie butelki bliżej niezidentyfikowanych trunków.
- I to nie z pustymi rękami! - radośnie oznajmił Draco, który szedł zaraz za Blaise'm.
- Zauważyłem. Czy wy naprawdę chcecie pić w środku tygodnia? 
   Na te słowa Draco machnął różdżką i podszedł do okna usilnie się w nie wpatrując. Po jakichś dziesięciu sekundach niezmieniania przez niego pozycji Teodor zapytał:
- Co się tak gapisz w to okno?
- Czekam. 
- Na co? - tym razem to Blaise nie mógł ukryć swojej ciekawości.
- Na pogotowie od czubków. - powiedział z powaga a pozostała dwójka wciąż nie wiedziała o co mu chodzi, więc pośpieszył z wyjaśnieniem. - Skoro Granger marnuje ludzi przez sam dotyk, to chyba nie powinna się tak szlajać po zamku samopasem.
- Ciebie nie dotknęła a już jesteś zmarnowany, skoro wypatrujesz jakichkolwiek ludzi przez okno wychodzące na dno jeziora. - Nott odgryzł się, a Blaise wybuchł śmiechem nie mogąc się powstrzymać.
- Dajcie mi popcorn, robi się coraz ciekawiej.
- Czy wy już wcześniej czegoś nie piliście? - zapytał z pełnym przekonaniem, że odpowiedź będzie twierdząca. 
- Trzeba sobie jakoś umilić czas. - no i się nie przeliczył. 
- I naprawdę myślicie, że się z wami teraz napiję? 
   W odpowiedzi Blaise tylko przywołał różdżką trzy szklanki i napełnił je podejrzanie zielonym płynem. Draco poszedł do kanapy, na której siedziała pozostała dwójka, wzruszył ramionami i wziął szklankę. W jego ślady od razu poszedł Blaise, za to Teodor przez chwilę wpatrywał się w ostatnią szklankę po czym wziął ją do ręki z myślą, że osobiście dopilnuje by to był ich ostatni taki wybryk przynajmniej w tym semestrze. 

~~~

   Drzwi skrzydła szpitalnego zatrzasnęły się za nią z hukiem i sama nie wiedziała dlaczego to zrobiła. Rzuciła się biegiem. Może dlatego, że miała dość słuchania innych? Przeskakiwała po dwa schody. A może dlatego, że miała dość oczekiwania od niej by była perfekcyjna? 
   Tak to prawda, sama sprawiła, że ludzie postrzegają ją jako "panią idealną". Rok po roku, cegiełka po cegiełce, dążyła do tego, by pokazać innym, że wie wszystko, aż zbudowała mur tak wielki, że nie sposób było go zburzyć za jednym zamachem bez wszechobecnego szoku.
   Nogi same poniosły ją na pierwsze piętro do łazienki Jęczącej Marty. Wiedziała, że tam będzie sama. Kiedy znalazła się przed jedną z umywalek łzy same zaczęły cieknąć jej po policzkach. Co się z nią działo? Usłyszała chlipanie i smutny głos :
- Nareszcie ktoś popłacze z Martą, nikt nigdy mnie nie odwiedza. - chlip. - Chyba, że czegoś chcą.- chlip.
   Hermiona uniosła głowę i spojrzała na swoje zamazane odbicie w zmatowiałej tafli lustra. Pierwsze co rzucało się w oczy to jej włosy. Teraz długie prawie do pasa, wciąż kręcone, ale już nie tak sianowate. Potem spuchnięte od płaczu oczy i usta. Bez wyrazu, zwykłe, lekko zaróżowione. 

   Zacisnęła zęby i tym razem z wściekłością wpatrzyła się w odbicie swojej twarzy. Szybkim ruchem wyciągnęła różdżkę z przepastnej kieszeni szaty i zaczęła rozglądać się po już dawno opuszczonej łazience. Pierwszym przedmiotem jaki rzucił jej się w oczy był stary, pordzewiały kurek leżący na ziemi jakieś półtora metra od umywalki, której kiedyś był jej częścią. 
- Accio kurek. 
   Jakkolwiek idiotycznie to zabrzmiało kurek pojawił się w otwartej dłoni, a ona położyła go na umywalce. Jeszcze raz machnęła różdżką i na miejscu kurka pojawiły się lśniące nożyczki. Schowała różdżkę z powrotem do kieszeni i ponownie spojrzała na swoje rozmazane odbicie.
   Zmrużyła oczy, z których zionęły wściekłość i determinacja. Wzięła do ręki pasmo swoich długich, puszystych włosów i sięgnęła po nożyczki. Pasmo wylądowało w umywalce, a Hermiona nigdy w życiu nie była czegoś tak pewna. 
   Po jakichś piętnastu minutach odłożyła nożyczki i z zimnym uśmiechem znowu spojrzała na swoje odbicie. Teraz włosy sięgały jej zaledwie do podbródka. Wyglądała całkiem inaczej i nigdy nie pomyślałaby, że zmiana tak błahej rzeczy jak długość włosów, może tyle zmienić. Jej twarz stała się szczuplejsza i dojrzalsza przez uwydatnienie się kości policzkowych, które do tej pory skrywały się pod ogromem jej sianowatych i wyniszczonych włosów. 
   Nie mogła przestać wpatrywać się w swoją twarz. Ta zmiana była czymś kluczowym, przełomowym. Mogła sobie mówić, że w tym roku będzie inaczej. Że nie będzie przejmować się nauką. A gdy przyszło co do czego chciała iść na lekcję niemal mdlejąc byleby tylko nie mieć braków. Braków, które tak naprawdę uzupełniła jakieś pięć lat temu.
   Nareszcie zdała sobie sprawę z własnej głupoty. I choćby wcześniej postanowiła sobie w tym roku spróbować rzeczy, których nigdy wcześniej nie próbowała, były to tylko puste słowa bez pokrycia. 
Z rozmyślań wyrwał ją pisk pełen podekscytowania:
- Ale ci ładnie ! 
   To zadziwiające jak Marta potrafiła przejść w kilka sekund z jednego skrajnego uczucia w drugie. Uśmiechnęła się do niej i spragniona nowych doświadczeń opuściła łazienkę. Nadchodzą dni, na które zawsze skrycie czekała.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Hej!
Nowy rozdział, który powinien się tu pojawić już dawno, dawno temu... ale okey zostawmy to za sobą :D
Nie wiem jak wiele osób to czyta, ale jeśli to przeczytałeś i Ci się spodobało napisz mi w komentarzu ukryte hasło (papaja) hahahahahah
Nie będę podawać terminu publikacji kolejnego rozdziału, bo szczerze nie mam pojęcia czy wywiązałabym się na czas, ale ostro biorę się do roboty i coś koło dwóch tygodni powinien być gotowy ;)
Gorące pozdrowienia dla wszystkich, którzy wytrwali, aż do tego momentu :* Dziękuję !

~ Basiabella
   
  

4 komentarze:

  1. Całość jest naprawdę niezła, poprawna ortograficznie i interpunkcyjnie (poza paroma przecinkami, ale to szczegół) i czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
    Papaja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Nawet nie wiesz jak się cieszę z tego komentarza :D
      Przecinki to zdecydowanie moja pięta Achillesa
      Pozdrawiam gorąco! (papaja :P)


      Usuń
  2. #MagiczneSmakołyki #CzekoladoweŻaby

    Tym razem zaczniemy od plusów. Największym jest użycie mojej ulubionej piosenki jako cytatu. Bosko. Drugim jest to, że bardziej zaangażowałaś Notta w relacje z Hermioną, a nie od razu Draco. Rządząca Hermiona, idealnie. Tylko...
    Brakowało mi ciętych ripost, Blaise i Malfoy za szybko wykonali jej rozkaz, a ona ot tak pozwoliła się zanieść Nottowi do Skrzydła. To wszystko poszło za łatwe, Hermiona powinna stać się podejrzliwa czy coś, według mnie. Harry i Ron byli za spokojni podczas lekcji, gdy się dowiedzieli, że ich najlepsza przyjaciółka spadła ze schodów. Chodź raz musieli spróbować się wymknąć, bądź powiadomić Ginny. Oni się w końcu przyjaźnią.
    Nastepnie przypomną, że Hermiona przywaliła Draco więc go dokneła, co było okazją do świetnej riposty Blaisa, ale nie została ona wykorzystana.
    I ostatnie najgorsze ŚĆIEŁA włosy! Nam przyjaciółkę co ma włosy ala Harmiona, I ona nie może mieć włosów do pasa, bo prostu za bardzo się kołtunią. Mało realistyczne, że miała włosy do pasa skoro napisałaś, że miała zniszczone i sianowate. Każda dziewczyna będzie ścinać zniszczone końcówki. Po za tym ten fragment jest, ale mnie, nie logiczny. Spadła ze schodów bo przeskakiwała przez kilka stopni, a potem znów to robi. Hermiona jest inteligentna, nie można jej ot tak ogłupić a tu się prosi o to stwierdzenie "gdyby kózka nie skakała to by nóżki nie złamała" lub "dwa razy do tej samej rzeki się nie wchodzi". Wygląd nie określa tego kim jesteśmy, więc można było to ominąć.
    Musi być więcej opisów uczuć, bo nie wiem, dlaczego Hermiona wybuchła płaczem, a rozmowa była kolejną niewykorzystaną okazją na dialog. No cóż...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dobrze, że znalazł się ktoś, kto również kocha tę piosenkę ! <3
      Celowo nie robiłam nic z niewiedzą Ginny o całej sytuacji, bo własnie ta niewiedza była motorem do ukazania perspektywy Ginny ;)
      Hermiona zawsze miała lekko sianowate włosy, ale uwierz mi to wcale nie stoi na przeszkodzie, by były prawie do pasa, wiem bo sama mam włosy podatne na puszenie się i wcale nie są takie króciutkie, końcówki powinna podcinać każda dziewczyna, bo to naturalne, ze się niszczą i rozdwajają, a podcinając końcówki wcale nie hamujemy wzrostu włosów, a go przyspieszamy. Zmierzam do tego, że włosy do pasa wcale nie musiały wyglądać u Hermiony spektakularnie, bo były pokołtunione, sianowate i podniszczone, ale jednak były dość długie.
      Rozdział nie bez powodu ma tytuł "Emocjonalna Karuzela", pod wpływem emocji człowiek nie myśli logicznie i sama Hermiona nie rozumiała za bardzo, co się z nią dzieje, tak samo jak wybuch płaczem był po prostu niekontrolowaną reakcją na chęć zmiany.
      Generalnie, cała scena w tak diametralnym zmienieniu swojego wyglądu ma symbolizować zmiany zachodzące w Hermionie. Wygląd nie określa tego kim jesteśmy, ale ma duży wpływ na to, jak jesteśmy postrzegani i to właśnie chciała zamanifestować Hermiona. Ze nie chce już dłużej być postrzegana jak dotychczas. Niestety, ale wielkie zmiany w wyglądzie zazwyczaj zachodzą na równi ze zmianami w naszym życiu ;)
      Pozdrawiam !

      Usuń

OPOWIADANIE PRZENIESIONE!!!

Opowiadanie zostało przeniesione na SAMEQUIZY ;)    JESZCZE JEDEN ODDECH